Góry Rodniańskie
Góry Rodniańskie są przepiękne, ludzi tam mało, za to zwierząt co nie miara, dlatego tym, co je odwiedzili, znane są również jako "Góry Zasrane" ;-)
Rumunia nigdy nie była moim wymarzonym celem podróży, pojechałam tam całkiem przypadkiem, ale po powrocie nie mogę o niej zapomnieć i wciąż myślę o tym, aby poznać więcej zakątków tego kraju.
To Agata zaproponowała Góry Rodniańskie, a potem zebrała ekipę. Było nas pięć dziewczyn. Wyruszyłyśmy z Warszawy autobusem do Lwowa, a stamtąd pociągiem, za nienormalnie niską cenę (kilka złotych), na południe do granicy z Rumunią. W Syhocie Marmaroskim zajrzałyśmy do Miejsca Pamięci Ofiar Komunizmu i Ruchu Oporu, ale to nie mogło być ciekawe miejsce, ponieważ w ogóle go nie pamiętam... ;-) Z Syhotu, pociągiem, pojechałyśmy w Góry Rodniańskie.
Na początku było ciężko. Przez cały pierwszy dzień plułam sobie w brodę, że idę gdzieś z ciężkim plecakiem, oddalam się od cywilizacji, jestem zmęczona, nie wiem, co z nami będzie... Trochę się gubiłyśmy, nie mogłyśmy znaleźć szlaku. Martwiłam się, bo było bardzo gorąco i ciągle chciało nam się pić, a nie wiedziałyśmy, na ile starczy nam wody i czy znajdziemy do tego czasu źródło. Tak -- w Górach Rodniańskich wodę czerpiemy ze źródełek, które niestety zazwyczaj nie znajdują się tam, gdzie sugeruje mapa (stare wysychają, w innych miejscach powstają nowe).
Pod koniec pierwszego dnia odnalazłyśmy jednak i szlak, i pierwsze źródło. Spotkałyśmy też stado koni, więc zasypiałyśmy już w bardzo dobrych nastrojach.
Przez te kilka dni natykałyśmy się głównie na zwierzęta -- stada owiec, krów, kóz, konie, psy pasterskie, osiołki. Ludzi nie było wielu -- kilka grupek turystów, kilku fanów 4x4, kilku pasterzy.
Kiedy byłam mała, niejednokrotnie słyszałam, że jak nie będę się uczyć, to będę pasać krowy. Dziś, po ukończeniu dwóch fakultetów, troszkę zazdrościłam chłopcu biegającemu po Górach Rodniańskich ze stadem krów.
O psach pasterskich w Górach Rodniańskich krążą historie, że potrafią nawet zaatakować turystów i że warto mieć ze sobą kije trekkingowe na wypadek konieczności "walki". Trochę to jednak przesadzone... ;-) Jak takie misiaczki mogą być groźne?
Póki co Góry Rodniańskie są moimi ulubionymi górami. Kilka dni w otoczeniu tak pięknej przyrody sprawiło, że zakochałam się w Rumunii...

Komentarze
Prześlij komentarz